Będą promować Polskę w Londynie
Trzeba mieć irokeza, świetnie grać na skrzypcach, urodzić się w Wielkiej Brytanii, zakochać w Polsce i zostać fanem Cracovii. A potem można jechać do Londynu i udowodnić, że polscy muzycy w kraju Beatlesów nie powinni mieć żadnych kompleksów.W Polsce muzyka powstaje w bardziej naturalnych okolicznościach niż w Anglii – wydaje się bliżej związana z życiem. Wieczorem idziesz na drinka, możesz coś zjeść, a gdzieś w tle grają muzycy – o to chodzi w tych jam session. Dlatego będziemy jedli polskie jedzenie i pili polski alkohol przy dźwiękach muzyki – mówi Nigel Kennedy.To właśnie brytyjski skrzypek patronuje ostatniej części festiwalu Wiosna Jazzowa Zakopane 2010, która wystartuje dzisiaj w kinie Sokół. Motto zakopiańskiego festiwalu brzmi: “Polska wyjątkowa perspektywa muzyczna”.Przez trzy dni w stolicy Tatr zagrają trzy generacje polskich muzyków. Koncerty w Zakopanem to z jednej strony jazzmani (m.in. Anna Maria Jopek, Kroke, Adam Pierończyk, Piotr Wyleżoł, Frittata, Janusz Muniak) i przedstawiciele rozrywkowych nurtów (Sebastian Karpiel-Bułecka z Zakopower), z drugiej klasycy (Janusz Olejniczak, Orchestra of Life).- Esencja polskiej kultury muzycznej to nie sama wirtuozeria i sprawność techniczna, ale w wielkim stopniu otwartość na różne style, wyobraźnia pozwalająca na czerpanie z różnorodnych wpływów muzycznych, autentyczność, spontaniczność oraz radość muzykowania – mówi Kennedy. – Biorących udział w festiwalu muzyków, choć reprezentują odmienne style, łączą właśnie te wartości.Ale zakopiańskie muzykowanie to zaledwie przymiarka do większej, zagranicznej ofensywy kulturalnej. Za dwa tygodnie muzycy przeniosą się ze stolicy Tatr do londyńskiego Southbank Centre. Nad Tamizą jazzmanom będzie towarzyszyć m.in. krakowski reprezentant klubowych brzmień DJ Krime, specjalizujący się w muzyce klezmerskiej zespół Kroke czy polska grupa breakdance’owa Missionaries of Rhythm.O tym, że artyści jadą pokazać się Anglikom z jak najlepszej strony, zdaje się mówić jeden z najbardziej ekscentrycznych projektów w wykonaniu Kennedy’ego: improwizowany koncert z zaprzyjaźnionymi muzykami do… projekcji meczu Polska – Anglia z 1973 roku. Wtedy Anglicy najpierw przegrali z Polakami w Chorzowie, potem zremisowali przed 100-tysięczną publicznością na Wembley i wreszcie po raz pierwszy w historii nie zakwalifikowali się do mistrzostw świata. Odważnie jak na prezentację polskiej kultury zakochanym w futbolu Anglikom.Na to brytyjski skrzypek jednak też ma wyjaśnienie. – Myślę, że piłka nożna i muzyka wykazują wiele podobieństw: piłka nożna łączy ludzi i muzyka też jest po to, żeby taki cel realizować. Poza tym obie łączą ludzi ponad podziałami narodowymi – mówi Kennedy. I dodaje: – Żyję w Polsce już od pewnego czasu i dobrze poznałem tamtejsze życie – od muzyki i futbolu po wspaniałe piwo i wódkę. Różnorodność życia muzycznego w Polsce wiele mi dała jako muzykowi. Chciałem przywieźć do Londynu trochę polskiej kultury i na chwilę zmienić Southbank Centre w miniaturową Polskę.Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków